X Factor w odchudzaniu
W tym poście ogłosimy mały konkurs, ale na początku dziękuje za wszystkie komentarze dot. Warsztatów odchudzania. Dzięki temu wiemy, że terminy powinny być bardziej elastyczne. Nie każdy może uczestniczyć tylko w sobotę, dlatego warsztaty będą organizowane w różne dni tygodnia.
Na sukces w odchudzaniu wpływa wiele czynników. Bez wątpienia liczy się to, co jesz i ile jesz. Jednak ograniczanie się do tej jednej kwestii nie załatwi problemu. Niektórzy znają doskonale zasady zdrowego odżywiania i mimo tego w dalszym ciągu borykają się z problemem nadmiernych kilogramów. Jedni zwalają to na problemy z metabolizmem, inni na brak czasu. Powodów mogą być setki?.
Z mojego wieloletniego doświadczenia wiem, że większość tych problemów rozwiązuje jeden tajemniczy czynnik. No pozór mało widoczny i często zupełnie zapominany. Taki X Factor, czynnik x, bez którego trudno o sukces. Jeśli pieczesz ciasto musisz dodać odrobinę proszku do pieczenia. Jeśli się odchudzasz potrzebujesz?.
Na warsztatach grupowych zdobędziesz odpowiednią wiedzę, dostaniesz specjalnie przygotowane jadłospisy i wskazówki. Dostaniesz też ten niewidzialny czynnik X ? wsparcie i motywację grupy. Niewidzialna siła, która sprawia, że nagle znajdujesz czas na przygotowanie posiłku, a Twój metabolizm reguluje się samodzielne. To nie cuda, tak działa nasza psychika. Większość problemów leży w głowie, a wspólna praca specjalisty i ludzi o takich samych problemach rozwiązuje większość z nich.
Presja otoczenia sprawia, że w chwilach stresu sięgasz po batona, a na kolacje zamawiasz pizze z podwójnym serem. Ta sama siła w postaci pozytywnej presji od odpowiednich ludzi sprawi, że zaczniesz dokonywać prawidłowych wyborów.
Być może w twoich codziennych zmaganiach trudno znaleźć Ci osoby, które będą Cię rozumieć w 100%. Na sali warsztatowej będą tylko osoby z takimi samymi problemami.
A teraz czas na konkurs: chcielibyśmy się dowiedzieć, jaki jest Twój największy problem w odchudzaniu. Napisz to w komentarzu poniżej. Co przeszkadza Ci w uzyskaniu i utrzymaniu szczupłej sylwetki? Postaramy się odpowiedzieć na pytania, a najciekawsze wypowiedzi wynagrodzimy darmowym miesięcznym uczestnictwem w Warsztatach Odchudzania.

Witam.
Jaki jest mój największy problem? Myślę, że taki, jak ma każdy, kto lubi dobrze zjeść: nic nie robić i być szczupłym – a są tacy szczęśliwcy na świecie. Niestety wiem, że w moim przypadku jest to nierealne, więc co jakiś czas się zapieram i przestaję jeść – przechodzę na lighty, chlebki chrupkie itp. Apetyt mi rośnie, ale przez pewien czas udaje mi się mówić nie! No i chudnę. A jak schudnę to zaczynam jeść – i co? Wiadomo tyję, więc wpadam w czarną rozpacz, wtedy jem dla zabicia doła… do czasu wielkiej depresji, że jestem za gruba i… zaczynam od nowa
pozdrawiam
Sylwia
Witam,
Moim największym problemem w odchudzaniu jest „krótkotrwała silna wola”. Na początku odchudzania trzymam się wszelkich reguł, diety itd., lecz po jakimś czasie (zazwyczaj krótkim) wraca mi chęć na produkty z „listy zakazanej”… całkowicie zdaje sobie sprawę, że to jest zgubne lecz z drugiej strony ciężko mi odmówić sobie czegoś, co uwielbiam… Wiem również, że przyjemność zjedzenia zakazanego smakołyku jest tylko chwilowa, a wyrzuty sumienia wyjątkowo męczące… lecz mimo wszystko ciągnie mnie do takich „dietetycznych grzeszków „… ale cóż… jesteśmy tylko ludźmi, a co za tym idzie – ciągnie nas do złego, ale na szczęście jako istoty rozumne potrafimy się szkolić i walczyć ze złymi nawykami. Wierzę, że i mi uda się wygrać z tę walkę
Pozdrawiam serdecznie!
Najlepiej będzie, jak opowiem moją historię. Do lat trzydziestu pięciu w ogóle nie zaprzątałam sobie głowy odchudzaniem, bo miałam szczupłą sylwetkę samoczynnie i bez specjalnego wysiłku. Jadłam tyle, ile chciałam, ale też dużo się ruszałam, bo lubiłam turystykę pieszą i rowerową. Po urodzeniu dzieci ta aktywność przełożyła się na obowiązki domowe i znajdowałam też czas na swój ulubiony rower, więc dalej nie było problemów z figurą. Niestety w tamtym okresie pojawiła się w moim życiu depresja, która spowodowała brak apetytu i spadek wagi. Zastosowany lek poprawił nastrój w ciągu kilku miesięcy, ale jego skutkiem ubocznym było piorunujące wyrównanie i nadrobienie kilkunastu kilogramów. Od tego momentu zaczęła się moja nierówna walka o sylwetkę. Jakoś dziwnie zmienił mi się metabolizm, bo bardzo trudno było mi schudnąć, ale z drugiej strony zauważyłam, że wszelkie smutki i chandry wyraźnie się wyciszały po jedzeniu moich ulubionych węglowodanów. Na efekty nie trzeba było czekać – w ciągu dziesięciu lat tyłam średnio kilogram rocznie. Pięć lat temu ktoś mi podpowiedział cudowną dietę ?bez węglowodanów?. W ciągu pół roku zgubiłam 25 kilogramów, ale w pewnym momencie przestało to działać, za to dopadł mnie efekt jojo i wzorcowo zaczęłam wracać do pozycji wyjściowej. Potem jeszcze dwa razy przestawałam i zaczynałam palić, oraz brałam leki hormonalne, co też sprzysięgło się przeciwko mnie. Mam usunięty pęcherzyk żółciowy oraz nawroty choroby refluksowej i wrzodowej, co utrudnia dietę, bo powoduje dyskomforty, napady ssania i głodu. Czuję totalny bałagan. Miotam się między różnymi dietami i napadami jedzenia. Już wiem, że sama sobie nie poradzę. Potrzebuję, żeby ktoś się mną zaopiekował, wziął za rączkę i krok po kroku, punkt po punkcie wyprowadził na prostą.
Podsumowując przeszkody: leki, słabość do słodyczy, wahania hormonów, skoki wagi, brak konsekwencji, brak wsparcia specjalisty.
Pozdrawiam wszystkich, którzy mnie rozumieją
Elżbieta
Witam;
W moim przypadku najgorsze w trzymaniu się określonej diety są spotkania rodzinne, na których nie ma posiłków, które ja mogę konsumować. Jestem na diecie od 3 miesięcy, w domu nie mam problemów z przygotowaniem posiłków, mąż mnie wspiera je to co ja, więc myślę że jestem w komfortowej sytuacji
. Ale niestety, przez 3 miesiące moja waga zeszła tylko 5kg w dół, a to dlatego że po drodze diety było wesele kuzynki, komunia chrześniaka, tygodniowy urlop u babci, niestety byłam zmuszona jeść to co wszyscy a mój kochany organizm pieknie gromadził tłuszczyk spowrotem
.
) jeden baton za drugim i ja, walcząca z samą sobą aby sie nie skusić.
Kolejnym problemem w moim przypadku są regały przy kasach sklepowych, podczas zakupów w sklepie omijam alejke ze słodyczami ale stojąc do kasy ( a kolejka długa
Telewizja, której unikam bo reklamy kuszą i kuszą, a człowiek tylko człowiekiem…..:) Ale cały czas walczę i nie poddaję się…. I wiem że dam radę, bo to nie tylko dieta, to mój sposób na życie
Pozdrawiam wszystkich serdecznie!
Moj najwiekszy problem? To całkiem oczywiste-brak silnej woli i systematyczności.Niestety należe do osób mieso i słodko żernych co jest zgubne w przypadku moim szczególnie gdyż jestem chora na cukrzyce typu I.
Zdaję sobie sprawę z faktu,iż moja nadwaga jest efektem moich błedów żywieniowych a raczej braku umiarkowania w spożywaniu kalorycznych posiłków.
Wciąz próbuje nowych diet…ale z marnymi skutkami gdyż tak jak już wspomnialam brak mi silnej woli i systematyczności…
Jednak nie moge poprzestać gdyż w grę wchodzi nie tylko moje samopoczucie ale przedewszystkim zdrowie.
Pozdrawiam serdecznie
Barbara
Witam
W sumie nie mam problemu z motywacja do odchudzania- od dwóch miesięcy ćwiczę na siłowni bardzo intensywnie co drugi dzień przez ok. 0,5-1 godz., piszę z moich wyczynów relację, którą mam zamiar po roku wydać w formie e-booka, aby dać nadzieję kobietom 50+. Moim obecnie problemem jest ,że waga stoi jak zaczarowana mam nadzieję, że to się w końcu odwróci, po etapie zamiany tłuszczu w mięśnie. Jestem po operacji tarczycy w lutym tego roku i jeszcze chyba nie do końca mam ustalony poziom hormonów. Ale ćwiczę i nie poddam się, chociażby dlatego , że wszem i wobec ogłosiłam, że piszę e-booka. Głupio byłoby się wycofać
pozdrawiam
Witam,
moim największym problemem jest rodzaj pracy jaki wykonuję. Pracuję po 9-10 godzin dziennie i często nie mam czasu na przerwę nie mówiąc już o spokojnym zjedzeniu posiłku. Zwykle zjadam rano śniadanie, w pracy nie jem nic lub jem coś na szybko, no i po powrocie z pracy czyli ok. 18-19 jem obiad (staram się żeby był lekki lub poprostu jem kanapki). Dodatkowo pracuję za biurkiem więc ruchu też nie mam za dużo…
szukam sposobu jak mimo rodzaju wykonywanej pracy pozbyć się niepotrzebnego tłuszczyku – a chciałabym schudnąć ok. 10kg (zwłaszcza że zbliżają się wakacje i czas wypoczynku na plaży
Pozdrawiam,
Aśka
Wiem że kilogramy nie pojawiają się z powietrza wiem także ile się trzeba napracować aby je zgubić. Uwielbiam spinning I nordic walking I staram się przynajmniej trzy razy w tygodniu ćwiczyć. Myślę że mój problem leży w odżywianiu choć wydaję mi się że wiem prawie wszytko na temat zdrowego żywienia. Gubi mnie brak planu I w pośpiechu jem zdrowe rzeczy ale nie panuje nad ilością I w sumie to nie wiem ile kalorii pochłaniam każdego dnia. Jeszcze jedna rzecz która na pewno mi nie pomaga to wino
które uwielbiam. Oczywiście nie piję go codziennie no ale prawie w każdy weekend.
Zastanawiam się już od dłuższego czasu nad pójściem do dietetyka ale czy to coś zmieni?
Pozdrawiam wszystkich odchudzających się.
Zawsze byłam szczupła. Nawet po porodach moja waga nie ucierpiała. Po pierwszym dziecku wazyła 49 kg przy wzroście 168cm, a po drugim 55kg. Zawsz byłam dość aktywna fizycznie, bieganie rower, siłownia. Tak z 6-7 lat temu zauwazyła,, ze nie panuję nad swoją wagą. Ani dieta ani bieganie ( które lubie najbardziej) nie dawały rezultatów. Ale Tak ok, 4 lat temyu pojawiłą się u mnie lekka nadwaga, potem wieksza, a teraz to już jest otyłość. Zaczęłam szukac pomocy u lekarzy. Ale tutaj spotkało mnie roczarowanie, moja Pani dokór powiedziała:”A co myslała Pani, że cale zycie Pani bedzie chuda?”. Zrobiła badania, min. tarczycy, ale Pani dokór stwierdziła, że wszystko jest w normie. I tak trwałam saotnie w walce przez kolejne lata. Trafiłam do dietetyczki, która stwierdziła po jakims czasie, że u mnie waga spowodowana jest na pewno jakims stanem chorobowym. zacheciła do tego, żeby nie odpuszczać i drazyc. Po kolejnych badanniach wyszło jednak , że mam chora tarczyce, ze stanem zapalnym. To było w sierpniu ubieglego roku. Miałam nadzieje ,że diata, leki i ruch pomogą mi w mojej walce… Ale niestety. Samopoczucie sie polepszyło, chec do życia wróciła, ale waga mam wrazenia poszła jeszcze w górę. Jestem przerazona. Lekarz mówi, że musze sie jeszcze uzbroic w cierpliwośc, ale ja nie zamierzam czekac bezczynnie. Nie jem duzo, chyba bardziej musze uważać na to co jem. Mam tez sporo spostrzeżeń na temat tego co mi służy , a co nie. Na pewno nie słuzy mi pieczywo, które lubię, zbyt duza ilośc owoców i warzyw w diecie. Chciałabym nauczyc sie jak łaczyc w diecie warzywa, mieso, owoce, nabiał w diecie, aby jeść zdrowo i schudnac , a potem utrzymac dobrą wagę. Na poczatku musze ruszyc swoją przemiane materii, która jest w tej chwili beznadziejna. Mam 44 lata, a w badaniach wyszło, że mój wiek metaboliczny to 75 lat. Koszmar! Licze an to, że teraz mi sie uda i żadne hormony, nawet te tarczycowe nie będą mna rządzic!
Witam Alicjo.
Widzę że mamy bardzo podobny problem tylko, że ja nigdy nie byłam szczypiorkiem zawsze mialam troszke wiencej ciałka. Też robiłam wszystki badania z prolaktyną, glukozą i insuliną na czele i było wszystko w niormie. Stosowałam mase różnych diet i też z tym było różnie, ale zaczełam chodzić do pani Dominiki w czerwcu, nie cwicze bo areobik zaczyna się we wrześniu a mój wiek metaboliczny to 57 lat , a mam 42 lata, ale mogę się pochwalić, że mam już siedem kilo mniej chociaż miałam dużo grzeszków bo byłam na urlopie u rodziny i nie było mowy o odchudzaniu. Już wróciłam do pracy i mam nadzieje, że coś ruszy. Musimy się wspierać to będzie nam łatwiej.
tak jak pisza poprzedniczki-brak silnej woli!!!!no i milosc do czekolady czyli przypuszczam ,ze potrzeba duzo psychologii w tym całym odchudzaniu,pozdrawiam
Mój problem to zbiór problemów, stosowałam rózne diety zawsze z dobrym skutkiem, dobrym dopóki, dopóty sie nie skończyły, powrót do tych złych nawyków żywieniowych przynosił natychmiastowy efekt.
Był czas ze odchudzałam sie pod okiem dietetyka znowusz sie udało i znowusz powrót do normalnego trybu życia:)
Co prawda w tygodniu jestem wzorem osoby odchudzajacej się podchodzę do diety bardzo skrupulatnie,w weekand no cóż…..
1. posiłki nieregularne lub ich brak
2. źle skomponowane
3. podżeranie pomiędzy posiłkami
4. wieczorem dla rozluźnienie piwko lub coś podobnego
Nie jestem szczęśliwa odchudzajac się no i dochodzę do wniosku, że grubasy tez muszą byc na tym świecie, więc wszystkie grzechy popełniam podwójnie. A od poniedzialku znowusz jestem grzeczna szkoda tylko że organizm nie reaguje tak szybko na odchudzanie jak na tycie.!!!!
POZDRAWIAM IZA
Jedzenie to dla mnie ogromna przyjemność, uwielbiam odkrywać nowe smaki, a zwykle tacy smakosze z niemałym apetytem prędzej czy pózniej przybierają na wadze. Chciałabym by z biegiem lat mój apetyt nie doprowadził mnie do sytuacji, w której przestanę całkowicie akceptować swoją sylwetkę. Chyba im wcześniej zacznie się o tym mysleć tym lepiej?
Witam.
Nie będę oryginalna, bowiem w jedną z przyczyn powodujących gromadzenie tłuszczu na mym ciele,to….czas.
A dokładnie jego brak. Miejsce pracy oddalone od miejsca zamieszkania na 1-1,5 godziny jazdy z jedną stronę. Praca po 8-12 godzin na dzień, a często także zabieranie spraw do wykonania na cito do domu.
Tak, więc w pracy po śniadaniu wpada do ust cokolwiek w niekontrolowanych ilościach i rodzajach produktów.
A wieczorem w domu ciągłe i niesłabnące ssanie…które trzeba jakoś zaspokoić.
I tu pole do popisu jest ogromne, bo to co w lodówce – wpada do ust. A najbardziej lubię kanapki…
Pozdrawiam